Wietnam

Urokliwe miejsce

Nie wiem, czy opowiadac Wam o dwoch dniach, ktore spedzilismy w zatoce Halong. Troche wstyd. Mit o powaznym podrozowaniu prysnie bezprowrotnie. Ale co tam, raz na jakis czasmozna zafundowac sobie odrobine luksusu. Halong Bay jest na to bardzo odpowiednim miejscem. Nie za bardzo da sie ja zwiedzac na wlasna reke, jako ze i tak trzeba by wskoczyc na jakis statek wycieczkowy. A statki sa bardzo nierowne i wiele osob wyjezdza z Halong Bay nieco rozczarowanych. Po dokladnym rozeznaniu w internecie stwierdzilam, ze chyba warto zainwestowac nieco wiecej, zeby zobaczyc to piekne miejsce w spokoju i z przyjemnoscia. Wykupilismy wiec dwudniowa wycieczke z Hanoi. Po raz pierwszy w zyciu udalam siena wyjazd all-inclusive! Nie powiem, byla to jakas odmiana;)

Wybralismy biuro Ocean Tours, ktore zbiera bardzo wiele pozytywnych opinii. Zasluzenie, poniewaz wszystko bylo idealne.No, moze poza dwoma wyjatkami – pogoda, ktora niestety byla typowa dla tego kawalka swiata (dosc szaro i mgliscie) oraz mala atrakcja, przez ktora Marta przespala noc na plazy – niewielkim szczurku zamieszkujacym akurat nasz domek. Mimo to jednak wycieczka byla urocza. Na lodzi najpierw dostalismy lunch z kilku dan, wszystkie skladniki byly swiezo zlowione.

Byla ryba, ogromne krewetki, kalmary, zupa z owocow morza oraz masa dodatkow. Po takim posilku tylko jedno mozna robic:


Nawiazalismy tez kontakty towarzyskie.Tutaj Marta wypytuje Australijke uczaca angielskiego w Wietnamie, jak to zrobic, zeby sie tutaj na stale przeniesc;)

Po chwili trudno jednak usiedziec na lezaku.

2000 wysp, a wszystkie takie same;) Ktora by tu wybrac?

Po zrobieniu kilkuset identycznych zdjec przesiadamy sie na kajaki. Niestety, zapomnialam sciagnac zdjecia z tego wydarzenia z aparatu Agi, wiec musicie uwierzyc na slowo, ze plywalismy po roznych zatoczkach i nawet jaskiniach!

Wreszcie po poludniu doplywamy do wyspy, na ktorej bedziemy spac. Na calej wyspie jest tylko kilka domkow i restauracja. Woda w morzu ciepla jak zupa!

Kto zgadnie, co trzyma Ukasz?;)

Oczywiscie wieczorem byl grill na plazy. Znowu kilkanascie dan, i znowu glownie owoce morza, w tym najwieksze krewetki, jakie jadlam w zyciu. Zdjecie tylko ze sniadania:

Nie przyznam sie, ile za te luksusy zaplacilismy;) Pocieszamy sie tym, ze w Polsce jedna taka kolacja z owocow morza kosztowalaby pewnie wiecej, niz cala ta wycieczka:)

PS. W Sapa jest zimno! Cudowne uczucie!

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply