Tajlandia

Home sweet home

Aaa, spalilismy sie na raka na Koh Tao! Nie wiem, jak to sie stalo. Smarowalismy sie filtrami obficie, i to porzadnymi 50 lub 60 plus, ale niestety, wystarczyl jednodniowy snorkeling trip i jestesmy buraczkowi. Glownie na nogach z tylu, co jest dosc klopotliwe, zwazywszy, ze trzeba bylo jakos przesiedziec 9-godzinna podroz do Bangkoku.

Ale warto bylo. Koh Tao jest dosc mala, niestety dosc mocno juz zagospodarowana (ale w porze monsunowej nie mozna wybrzydzac, bo te mniej zabudowane wyspy sa wtedy malo dostepne), ale za to rafy wokol wyspy sa fantastyczne! Gdy dojechalismy, lalo i to od kilku godzin, wiec bylismy lekko podlamani. W koncu miala byc plaza, slonce, palmy i rekiny, idealny koniec dosc meczacej jednak podrozy. Znalezlismy sobie nocleg, zaliczylismy burze i sztorm zamiast zachodu slonca, optymistycznie zabukowalismy wycieczke po plytkich rafach koralowych i innych nadajacych sie do snorkelingu (czyli takiego plywania pod powierzchnia w masce i z rurka) miejscach na nastepny dzien, i prosze – od kolejnego ranka slonce swiecilo nieprzerwanie az do naszego wyjazdu, sprawiajac, ze wszysztkie plany wypalily, a w ramach gratisu zdobylismy zdecydowanie nadmierna opalnienizne. Co gorsza, gdy lata temu plywalalam z rurka w Malezji, tez spieklam sie niemilosiernie, wiec powinnam teraz byc madrzejsza…

Zdjecia juz z domu, niestety nie podwodne. Za to po tej calodziennej wycieczce postanowilismy, ze przy  nastepnej okazji zrobimy sobie jednak kurs nurkowy!

Podroz do Bangkoku nieco, hmm, bolesna;) Dzisiaj zas, w palacym sloncu, zwiedzilismy oszalamiajaco zdobiony, zlocony i lsniacy palac krolewski, obejrzelismy 45-metrowego Budde, powloczylismy sie po turystycznym gettcie na Khao San, i oczywiscie, zrobilismy ostatnie zakupy, wydajac resztki miejscowej waluty. Jutro rano zas wsiadamy w samolot! Powiem szczerze, ze juz z przyjemnoscia mysle o wlasnym lozku…

Do uslyszenia z Polski!

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply